Zakola są okej, dasz radę! 😁
Zakola są okej, dasz radę! 😁
Ja, kiedy gram w Fallouta:
Niestety, mam nedobre novinky dla fanów Trailsów i Klubu TITS - wygląda na to, że Trails in the Sky the 2nd NIE dostanie fizycznej edycji ze steelbookiem tak, jak pierwsze Trailsy.
Czy to znaczy, że nie będzie w ogóle pudełkowej wersji w EU, nie wiem, ale na pewno nie od CRG.😶
Walka z dwoma bracerkami w Trails to Azure to jest CHORY difficulty spike - Rozdział 12 z Yakuza: Like a Dragon się chowa.
Absolutnie NIE znoszę, gdy gry robią takie rzeczy, zupełnie jakby twórcy chcieli nas czasem trochę wkurzyć.
Po kilku dniach odcinki, dzięki antybiotykom powoli wracam do żywych i wchodzę w ten moment choroby, kiedy doceniam podwójnie, że mam Switcha.
Tylko tę baterię to serio mógłby mieć większą…
Kiedyś to były czasy, dziś już nie ma 🙃
Czego się nie robi dla Trailsików, c’nie 🥰
Nie ma się czego bać - owszem, historia potrafi rozkręcać się dłuższą chwilę, ale same gry są raczej dość zwarte.
Najlepiej zagraj w demko, to sam prolog i nawet ok 7-8 godzin grania, jeśli liżesz ściany; dość, żeby sprawdzić, czy siedzi.
Od czego najłatwiej zacząć? To jest taka seria, że najlepiej ogrywać ją po kolei, w najgorszym razie całymi Arcami, bo razie traci się masę świetnych nawiązań, a niektóre wątki są nieczytelne.
Ja polecam na początek remake Trails in the Sky.Tym bardziej, że ma syte demko na wszystkich platformach.
Do tego w tych grach jest cała masa bohaterów, których bardzo łatwo polubić, a przez to że akcja lubi sobie czasem zwolnić, mamy możliwość oglądania ich w codziennym życiu, a nie tylko Epickich Misjach Ratowania Świata (np. w Trails from Zero jako krawężnik z SSS wlepiasz mandaty za złe parkowanie).
Gra ma też bardzo przyjemne mechaniki. Już klasyczne Trailsy to bardzo rzetelny, turowy jRPG, a nowsze części i remake Trails in the Sky to mleko z miodem, łączące walkę w turach i real-time tak, że Ekspedycje się chowają - serio.
Do tego to wszystko łączy się w taki sposób, że praktycznie na każdym kroku masz nawiązania, wątki i postaci, które odnoszą się do całej sagi - i to wszystko jest w 100% spójne, bez nieścisłości, retconów czy innych problemów, które często charakteryzują tasiemcowe sagi RPG.
Co jest takiego dobrego w Trailsach? Przede wszystkim niesamowity worldbuilding. Serio, to jest totalny peak gatunku. Każda gra z osobna potrafi opowiadać historie w taki sposób, że autentycznie czujesz się tego częścią, a nie jakimś obcym elementem, wokół którego zakrzywia się lore.
- Erebonia Arc czyli seria Cold Steel, gdzie bohaterem jest Rean Schwarzer i kadeci akademii wojskowej;
- Calvard Arc: oba Trails through Daybreak i najnowsze Trails Beyond The Horizon;
- dodatkowo jest Trails into Reverie, które jest w pewnym sensie grą-pomostem, łączącą wątki z różnych Arców.
Trailsy dzielą się na podserie (Arc), te główne to:
- Liberl Arc: seria Trails in the Sky opowiadająca historię bracerów Joshuy i Estelle;
- Crossbell Arc: Zero i Azure, które dzieją się w niezależnym mieście Crossbell, a bohaterami są policjanci ze Special Support Section;
Całość dzieje się na kontynencie, który nazywa się Zemuria, a poszczególne części opowiadają wydarzenia z perspektywy różnych bohaterów z różnych krajów. Tu jest dokładna lista jak to chronologiczne wygląda:
O PANIE, trudne się wylosowało 😁 Ale po kolei:
- do czego to można porównać? W zasadzie… do niczego, bo przeważnie tego typu tasiemce jRPG są tylko luźno powiązane (patrz: Final Fantasy), a Trailsy to jedna spójna historia budowana w tym samym świecie od 20+ lat, w 13 kolejnych grach.
Zacząłem ostatnio grać w FFVII Rebirth i stwierdzam, że jest przytłaczająco ogromna.
Łapanie chocobo. Wyścigi chocobo. Granie w berka z mooglami. Wieże, artefakty, opcjonalne walki i questy. Zadania poboczne.
Po 7h praktycznie nie ruszyłem fabuły.
Są takie dni, że jedyne co można po nich zrobić, to odpalić comfort gierkę. A dla mnie to są ostatnio Trailsy.
Dwa dni wytrzymałem po skończeniu Zero i cyk, jedziemy dalej z Crossbell Arc: Trails to Azure.
…czuję się jakbym znów odpalił Zero, bo gra wygląda identycznie.
Ten moment bawi tak samo niezależnie od tego, ile razy go ogrywam 😎
Absolutnie uwielbiam Pancerze Wspomagane w Falloucie 4. To nie są „zwykłe” zbroje, tylko cholerne, dwunożne czołgi na energię atomową.
Czuć moc i potęgę, jakbym był Iron Manem.
Właśnie wypuściliśmy Fallouta 4 na Switcha 2 - do wyboru z trybem 30, 60, a opcjonalnie też 40Hz (i tylu klatek).
Odpaliłem go i jestem w szoku, bo wygląda i działa lepiej niż na moim wtedy-dość-średnim PC na premierę. I gram na kanapie! ❤️
(Zgrywane z handhelda.)
O rany, P4G to moja ukochana Persona, więc ciężkie działa wytoczyłas… a tu jeszcze Trails to Azure przede mną.
Jakie to jest super fajne, tak śledzić ten rozwój serii gierka po gierce.
Nie ma innych gier, są tylko Trailsy. I czasem jeszcze Yakuza.
Grajcie! 🥰
Zastanawiałem się, jak po remake’u 1st Chapter siądą mi klasyczne Trailsy… 57 godzin później nie mogę się doczekać, aż odpalę kolejną część.
Świetnie się to zestarzało, zwłaszcza na Switchu 2: świat jest piękny, postaci kochane, a całość wciąga jak bagno.
GRAJCIE W TRAILSY 🥰
Aż takie dobre? 🥰
PS. Crossbell Arc też polecam ^^
WTEM!
Cocademon jak żywy w Trails from Zero 😁
Jeśli ktoś przypadkiem gra w Trailsy na Switchu, to w eShopie promka na wszystkie gry z serii - ja polecam, Klub TITS czeka na was!
I głośno myślę, czy brać Trails to Azure, bo pudło to teraz minimum 260 złotych…
Jestem pod mega wrażeniem tego, jak uroczo potrafią wyglądać stare Trailsy. Patrzcie na to oświetlenie na ulicy: peak tego, jak pomysłowość twórców i praca artystów przeganiały dostępne technologie i ograniczenia.